Zakładki:
Babskie czytanie
Bardzo mądre gierki
Fajne muzea i galerie
Grudziądz
Histeria sztuki
Mitologie
Muzyczka
Myślufki innyh
Oki ona świat
Olsztyn
Poznań
Targdziwów
Tęsknota za PRL-em
Ultraniezbędne słowniki
Urządzanie domu
Wszystko o...
sobota, 07 lipca 2007
Wyjście z ukrycia
Kochani, przeniosłam się na www.niedlatesciowej.blox.pl
14:19, soniavenir
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 listopada 2006
Informacje podręczne
Na chwilę obecną straciłam zainteresowanie tym blogiem, prawdopodobnie przeniosę się gdzieś indziej, po więcej informacji piszcie na: ter@z.pl
sobota, 04 listopada 2006
Mam dość udawania
że jest świetnie, kiedy od kilku dobrych miesięcy jest do dupy. Mam dość faceta, który nie dosrósł do niczego i siedzi cały wieczór przed kompem, kiedy ja: karmię dziecko, przewijam dziecko, wrzucam pranie, wyjmuję pranie, zdejmuję pranie, wieszam pranie, gotuję, zmywam i sprzątam, przytulam dziecko, zabawiam dziecko, kąpię dziecko, usypiam dziecko. I oczywiście mam do tego być generalnie super laską z super aspiracjami zawodowymi, mieć makijaż i demakijaż. Nosić seksowną bieliznę i zdejmować seksowną bieliznę. A ja po prostu od kilku miesięcy jestem chronicznie zmęczona i niewyspana, a przez to sfrustrowana i rozczarowana. I mimo tego, że mam cudowną córkę, która jest źródłem niesamowitej radości to wcale nie jestem zadowolona z mojego życia. Frustruje mnie przepaść pomiędzy tym, jak sobie wyobrażałam moje życie i małżeństwo a tym, co mam naprawdę. Czyli męża, który robi generalnie nic poza graniem na kompie i całą resztę, z która muszę radzić sobie sama. I wcale nie pomaga mi świadomość tego, że jak mówi moja mama większość kobiet tak ma. Bo ja nie chcę być większością kobiet, ja chcę byś sobą. Chcę mieć wsparcie w najbliższej osobie, która niestety ostatnio jest najdalsza. Czuję się wypalona z tego uczucia, które było między nami i wiem, że już tego nie poczuję. Bęedziemy czterdziestoletnią parą rozmawiającą tylko o domu i dzieciach i nie znającą się nawzajem. Do kitu takie życie.
wtorek, 31 października 2006
Kiedyś byłam
dziewczynką w złotym płaszczu deszczowym i złotych kaloszkach, albo ubraną we włóczkową sukienkę z biedronką, dzielnie przemierzającą ulice miasta z wilkinowym koszyczkiem w ręku, potem nosiłam naszyjniki zrobione z pestek patisona, pisałam wiersze i umierałam z platonicznej miłości do Chopina i Schumanna. A potem tonęłam w oparach zielarstwa, stawiałam na jeża włosy żelem i nawet jeździłam na punkowe koncerty. A teraz jestem taką sobie ni dziewczyną ni kobietą, mamą wąchającą z lubością kupki córki i już nie pamiętam jak się pisze wiersze.
poniedziałek, 30 października 2006
Nowe zdjęcie najśliczniejszej dzidziuni na świecie
wtorek, 17 października 2006
To będzie bardzo osobisty i poważny wpis
Poranna kawka, czytam "Wysokie Obcasy", a tam artykuł o ronieniu po ludzku. Kanapka ugrzęzła mi w gardle, a oczy się zaszkliły. Jedna kobitka dostała odcisk stópek i rączek swojego utraconego dzidziusia. A ja po moim nie mam nic, tylko nigdy nie wysłany list, zaczynający się od słów "Wiem, że to jeszcze nie był ten czas, kiedy miałaś Kochana Fasoleczko zamieszkać z nami na dłużej..." i podpisany Twoja Mama. Wiem, że jest przecież Alusia, ale tamten dzidziuś sprzed 2,5 roku zawsze będzie moim pierwszym dzieckiem.  I nikt mi nie wmówi, że poronienie to jak wyrwanie zęba, bo kilka dni wcześniej widziałam bijące serduszko mojego bobasa, a potem już nie...I jeszcze najbardziej dziwi mnie fakt, że prawo polskie chroni przecież dziecko już od pierwszych chwil poczęcia, a kiedy umiera takie maleństwo w brzuchu mamy to nagle przestaje i ono i mama być człowiekiem i traktuje się je jak odpad. A potem zaraz pobiegłam zobaczyć śpiącą Alusię, która właśnie tak bosko przeciągała się przez sen robiąc przy tym pierdzioszki. I choć bardzo się staram nie traktować Alusi jako "zapełniacza", to ona JEST lekiem na całe zło, bo wystarczy jeden uśmiech mojej córeczki i niec innego już nie jest ważne. Ale w sercu zawsze już będę nosić dzidzię z lipca 2004.
czwartek, 12 października 2006
Poszukiwane sposoby na cierpliwość

Którą z różnym skutkiem ćwiczę codziennie. Nierzadko wobec mojej cudnej skądinąd dzidzi, która moment mojego wybierania się do pracy obrała sobie jako najlepszy na marudzenie. Ja robię sobie tzw. oko a ona siedzi w foteliku i buczy, buczy, buczy. Jasne, wystarczy ją wtedy tylko wziąć na ręce i już jest spokój, ale doprawdy trudno jedną ręką podtrzymywać bobasa, a drugą malować sobie rzęsy. To jedna sprawa. Druga to moja cierpliwość wobec pewnej pani, która dobrze wie, jak komuś popsuć humor jadowitymi tekstami. Biada ludziom, którzy z braku większych problemów zajmują się kompletnymi błahostkami, z których co najwyżej powinno się śmiać. Oj, trzeba mieć dużą odporność na takie jadowite bestie, ale czasem nawet najbardziej pogodny człowiek ma dość. Szkoda mi ludzi, którzy uważają, że udawana i nieszczera dyplomacja oraz uprzejmość są sposobem na współżycie i działanie z innymi ludźmi.

A trzecia sprawa tyczy się mojego mężula, któremu nie wiem jak często można powtarzać, żeby nie rzucał skarpetek na podłogę, nie trzaskał drzwiami itp. to i tak to będzie robił. No niby nie powinnam przejmować się drobiazgami, ale ile razy można po kimś wiecznie sprzątać???

Cyferki i jeszcze raz cyferki

Zastanawialiście się kiedyś, ile cyferek Was określa? Bo mnie tyle:

1. NIP

2. PESEL

3. Nr dowodu

4. Pin do karty bankowej

5. Pin do karty kredytowej

6. Pin do karty do kasy w banku

7. Nr kilenta i pin do internetowego dostępu konta

to na razie tyle, ile sobie przypominam. Czasem mnie to frustruje, te cyferki, niedługo ludzie przestaną nadwać dzieciom imiona tylko nr porządkowy, ble.

Nie dla fanów nożnej
Wiem, wiem, cały kraj żyje wygraną z Portugalią. Niestety ja nic a nic z tego nie rozumiem. Jestem nieuleczalnym przypadkiem awersji do sportu czynnego i biernego. Za cholerę nie potrafię zrozumieć, dlaczego kilkunastu facetów ugania się po trawie za piłką i jest z tego powodu tyle emocji. Mężulo przeżywał wczoraj wieczorem takie chwile entuzjazmu, jakich dawno u niego nie spotkałam. Co ja mówię, on nawet nie cieszył się tak bardzo z urodzin córki, jak wczoraj z tych głupich goli!!! I nawet się obraziłam, o!
sobota, 07 października 2006
Gdzie się podziały...
Tamte prywatki, łuuu. Sobota wieczór, a ja wyglądam jak piąte dziecko stróża, ubrana w dawne dresy ciążowe (bo pozostałe dwie pary się suszą po praniu), włosy związane w kitkę mało twarzową acz wygodną plus guz-gigant na głowie, który nabiłam sobie rano o szafę. Wieczór mam zamiar spędzić na karmieniu, przewijaniu i kąpaniu dzidzi, która jeżeli zaśnie wystarczająco wcześnie, to pozwoli nam na obejrzenie filmu na kompie. Taki to już los i plus/minus posiadania małego człowieka. Ale, ale kiedy już przekroczę próg trzydziechy, to bójcie się. W całej rozciągłości będę realizować stereotyp "ryczącej trzydziestki" i znowu będe się bawić, o! A póki co, to idę zabawiać moje cudo.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25